CHCIWI NACIĄGACZE WYKORZYSTUJĄ KATASTROFY NATURALNE, BY WYZYSKIWAĆ POKRZYWDZONYCH

chat-dymki
0

W reakcji na podwyżki cen wielu towarów na obszarach objętych zniszczeniami wskutek wichur, które nawiedziły ostatnio Polskę, Pani poseł Krystyna Pawłowicz zamieściła na Facebooku następujący wpis:

Niektórzy producenci, dystrybutorzy i właściciele składów z materiałami budowlanymi, sklepów z narzędziami budowlanymi, ale też sprzedawcy WODY !!! i artykułów spożywczych na terenach zniszczonych przez huragany BARDZO POPODNOSILI CENY tych wyrobów.
Hieny te chcą się wzbogacić na ludzkiej krzywdzie.
Warto zapamiętać tych producentów, dystrybutorów oraz sklepy i ich właścicieli i w przyszłości omijać te miejsca i ludzi oraz ich produkty z daleka.
Niech ich krzywda ludzi nie utuczy.
PODAWAJCIE niżej KTO takich haniebnych praktyk się dopuszcza„.

Poniżej zamieszczamy jeden z esejów zawartych w wydanej przez nas książce „52 mity o kapitalizmie”, którego autor wyjaśnia zjawisko „śrubowania cen” i tłumaczy dlaczego jest ono czymś nie tylko normalnym, ale i korzystnym. Co więcej, blokowanie podwyżek cen w takich wyjątkowych okolicznościach najbardziej szkodzi właśnie osobom w ich wyniku poszkodowanym. Zapraszam do lektury.

CHCIWI NACIĄGACZE WYKORZYSTUJĄ KATASTROFY NATURALNE,
BY WYZYSKIWAĆ POKRZYWDZONYCH

Okresy następujące tuż po katastrofach naturalnych charakteryzuje nieodłączne im zjawisko wzrostu cen podstawowych dóbr takich jak drewno, baterie, paliwo, czy woda butelkowana. Równie nieodłączna jest krytyka takich podwyżek określanych jako skandaliczne i karygodne.

Podnoszenie cen w takich okolicznościach z pogardą nazywa się „śrubowaniem cen”. Działanie to jest tak powszechnie znienawidzone, że nawet osoby generalnie rzecz biorąc opowiadające się za wolnym rynkiem, popierają zakazywanie takich praktyk. Niedawnym tego przykładem jest artykuł zazwyczaj liberalnego w kwestiach gospodarczych dziennikarza Times of India, Swaminathana Aiyara. W tekście z dziewiątego stycznia 2005 roku, Aiyar potępił podwyżki cen zaobserwowane po druzgocącej w skutkach serii tsunami, które dotknęły wiele krajów Azji, określając je dodatkową tragedią już mocno poszkodowanych ofiar.

Interpretacja podwyżek cen jest równie niefortunna, co błędna. Przeanalizujmy zatem podstawowe reguły ekonomiczne stojące za „śrubowaniem cen”. Cen nie ustala się w sposób arbitralny. Są takie jakie są na skutek wielu czynników. Wszystkie te czynniki podsumować można dwoma słowami: „popyt” i „podaż”. Inaczej mówiąc, ceny są odzwierciedleniem aktualnej relacji popytu i podaży. Jeżeli dochodzi do wzrostu ceny wody butelkowanej, dzieje się tak, ponieważ dostawcy z jakichś powodów zawiedli, bądź doszło do wzrostu popytu ze strony konsumentów. W okresach następujących po katastrofach naturalnych mamy zazwyczaj do czynienia z oboma zjawiskami na raz, na dodatek w ich ekstremalnych formach.

W efekcie katastrof naturalnych dochodzi do zniszczenia magazynów, pojazdów oraz infrastruktury (w tym dróg oraz oczyszczalni wód). Istniejące zasoby wody butelkowanej oraz jej bliskich substytutów, jak choćby wody z kranu, ulegają redukcji przy równoczesnym ograniczeniu podaży. Duża część dróg i pojazdów wykorzystywanych wcześniej do transportu wody butelkowanej ulega uszkodzeniu i w konsekwencji na objęte zniszczeniami obszary dostarczana jest mniejsza jej ilość. Krótko mówiąc, dochodzi do zasadniczego spadku podaży.

Jednocześnie rośnie popyt na wodę butelkowaną, głównie dlatego, że woda z kranu staje się trudniej dostępna i bardziej niebezpieczna. Taka kombinacja spadku podaży i wzrostu popytu powoduje wzrost wartości każdej pojedynczej butelki wody. Ludzie skłonni są płacić za nie znacznie więcej.

Wyższa cena za wodę butelkowaną odzwierciedla leżącą u jej podstaw rzeczywistość; to jest fakt, że podaż wody butelkowanej spadła, podczas gdy popyt na nią wzrósł. Innymi słowy, wyższa cena za butelkę sygnalizuje, że po katastrofie woda butelkowana jest towarem bardziej wartościowym, niż przed katastrofą.

Teraz widzimy, że niefortunny nie jest w tej sytuacji wzrost cen lecz rzeczywistość, która ten wzrost determinuje. Fakt, że w wyniku katastrof naturalnych dochodzi do zniszczeń zasobów oraz ograniczenia strumieni podaży jest w istocie niefortunny. Niestety taka jest rzeczywistość. A jak przypomina ekonomista Thomas Sowell, jako że rzeczywistość nie jest czymś opcjonalnym, zaistniałe okoliczności należy zaakceptować i radzić sobie w nich najlepiej jak możemy.

A jak najlepiej radzić sobie z niefortunną rzeczywistością? Po pierwsze i najważniejsze, nie powinniśmy tej rzeczywistości zakłamywać. Należy spojrzeć na nią trzeźwo i stawić jej czoła w sposób zdecydowany. Rada ta może brzmieć szablonowo. Bądźmy jednak świadomi, że narzucane przez państwo restrykcje mające zapobiegać „śrubowaniu cen” maskują rzeczywistość, przysłaniając ludziom jej prawdziwe oblicze.

Jeżeli rynkowa wartość butelki wody wynosi 25 dolarów, zakazywanie handlowcom sprzedaży jej po cenie wyższej niż na przykład 5 dolarów uniemożliwia konsumentom dostrzeżenie faktu, że na skutek katastrofy woda pitna stała się bardziej wartościowa niż wcześniej. Ta cenna informacja nie dociera również do dostawców. Nieuchronne konsekwencje tej mistyfikacji tylko pogarszają sprawę. W warunkach sztucznie zaniżonej ceny – na poziomach sprzed katastrofy – pomimo niedoboru konsumenci zużywać będą bardziej wartościowy towar, tak jakby do wzrostu jego wartości w ogóle nie doszło.

Niestety taka nonszalancja nie może trwać długo. Wprowadzeni w błąd przez fałszywie niskie ceny konsumenci, początkowo nie dołożą żadnych starań, by zużywać wodę w sposób bardziej oszczędny. Jednak w krótkim czasie o wzroście wartości wody butelkowanej poinformują ich inne sygnały rynkowe. Pojawią się długie kolejki, puste półki, czarny rynek oraz pogłoski o  sąsiadach chomikujących wodę w piwnicach.

Wobec niedostępności wody butelkowanej po zaniżonej cenie większość konsumentów zmuszona będzie poświęcić cenny czas na stanie w kolejkach (często na próżno). Wielu zdecyduje się ruszyć przez zniszczone drogi, by nabyć wodę w odległych miastach, podczas gdy inni postarają się wykorzystać w tym celu swoje lokalne koneksje.

Czas oraz zasoby, które można byłoby poświęcić na sprzątanie, naprawy szkód i odbudowę infrastruktury przekierowywane są w stronę często daremnych prób pozyskania wody pitnej. Te niepotrzebne i szkodliwe następstwa kontroli cen potęgują jedynie tragiczne konsekwencje katastrof naturalnych. Warto w tym miejscu podkreślić kilka godnych pożałowania faktów:

Fakt pierwszy: arbitralne ustalenie ceny poniżej rynkowego poziomu nie zapobiega wzrostowi kosztów jej nabycia. Czas poświęcony na stanie w kolejkach, czas oraz paliwo stracone na wyjazdy do odległych miejscowości niedotkniętych katastrofą, niepokój wywołany utrudnieniem dostępu do wody – to wszystko koszty, choć niewyrażone w pieniądzach. To, że nie uwzględnia ich sztucznie zaniżona cena, nie czyni ich ani mniej dotkliwymi, ani mniej istotnymi.

Fakt drugi: podczas gdy wyższa cena rynkowa nie tylko motywuje konsumentów do dobrowolnej gospodarności i racjonalności w użytkowaniu wody, ale też prowadzi do wzrostu jej podaży (będąc dla dostawców zachętą do sprowadzenia dodatkowych ilości w okolicę niedoboru), kolejki i puste półki, które są rezultatem kontroli cen zmuszają konsumentów do gospodarności, nie czyniąc jednak nic, by skłonić dostawców do dodatkowych wysiłków.

Fakt trzeci: gospodarność wymuszona na konsumentach przez kontrolę cen jest arbitralna i haniebna. Ci, którzy ostatecznie muszą obejść się bez wody pitnej, to w większości osoby bez wpływów politycznych, czy biznesowych oraz nieszczęśnicy niezdolni znosić trudu związanego z wielogodzinnym oczekiwaniem w kolejkach. Ludzi tych z reguły nie stać również na zakup wody po astronomicznych cenach oferowanych na czarnym rynku. Adwokaci kontroli cen ignorują często fakt, że na czarnych rynkach panują ceny znacznie wyższe, niż na rynkach nieregulowanych. Dzieje się tak dlatego, że ceny na rynkach nieobjętych regulacjami – będąc legalne i jawne – stymulują większy napływ dodatkowej podaży.

Oczywiste jest, że ludzie nie lubią wyższych cen.  Mniej oczywiste jest, że to nie wyższe ceny są problemem; one jedynie odzwierciedlają problem. Jako że sam problem jest niefortunny, jego niezniekształcone odwzorowanie tę niefortunność ujawnia. Niestety tylko poprzez ujawnienie owej niefortunności w możliwie najdokładniejszej formie wszystkim zdolnym przeciwdziałać związanym z nią nieprzyjemnościom, możliwy jest relatywnie szybki powrót do normalności.

No dobrze, ale dlaczego handlowcy mają bogacić się kosztem cudzego nieszczęścia? Mogą przecież zachować się szlachetnie i  sprzedawać swoje zapasy po cenach sprzed katastrofy. Takie pytania dają wyraz głębokiemu sprzeciwowi wobec podwyżek cen powodowanych katastrofami. Powszechnie uważa się, że czerpanie zysków z tragedii ludzkich to proceder haniebny.

Prawdą jest, że sprzedawcy mogliby z własnej woli utrzymać ceny poniżej poziomu rynkowego. Działanie takie, byłoby jednak nie tylko szkodliwe, ale i niesprawiedliwe! Sklepikarz, który postanowiłby nie podnosić cen ściągnąłby na swój sklep oblężenie. Tylko konsumentom bliskim początku kolejki udałoby się nabyć wodę; reszta wróciłaby do domu z pustymi rękami. Czy kolejki są sprawiedliwą metodą rozstrzygania kto zdobędzie wodę?

Ponadto, nie dostosowując ceny do rynkowych realiów, sklepikarz wycisza sygnał cenowy informujący szarszy rynek o zwiększonym zapotrzebowaniu na wodę butelkowaną na obszarze dotkniętym katastrofą. Blokowanie tego sygnały redukuje szybkość dostarczenia oraz wolumen dodatkowej podaży wody z terenów, na których jest ona tania, na tereny, gdzie jej cena znacząco wzrosła.

Lepszym sposobem, w jaki kupiec mógłby wyciągnąć pomocną dłoń w kierunku poszkodowanych byłaby sprzedaż wody po cenie rynkowej, a następnie podzielenie się częścią zysków z potrzebującymi gotówki ofiarami.  Przekazane w formie dobrowolnych datków pieniądze umożliwiłyby pokrzywdzonym skuteczniejsze podkreślenie zaistniałego na rynku niedoboru wody butelkowanej oraz innych podstawowych dóbr – sygnalizując dostawcom na całym świecie jak desperacko potrzebują ich pomocy w powrocie do normalnego życia. Rozwiązanie to jest nieporównywalnie korzystniejsze, niż tłumienie bodźców motywujących konsumentów do gospodarnego zużywania podstawowych produktów oraz dostawców do kierowania dodatkowej podaży tam, gdzie jest na nią najpilniejsze zapotrzebowanie.

Blokowanie sił rynkowych poprzez wprowadzanie kontroli cen uznaje się często za przejaw bohaterstwa polityków. W rzeczywistości tego rodzaju decyzje prowadzą do pogorszenia już i tak  trudnej sytuacji ofiar katastrof naturalnych.

Donald J. Boudreaux

PODSUMOWANIE

  • Cen nie ustala się w sposób arbitralny. Są takie jakie są na skutek wielu czynników. Wszystkie te czynniki podsumować można dwoma słowami: „popyt” i „podaż”.
  • Narzucane przez państwo restrykcje mające zapobiegać „śrubowaniu cen” maskują rzeczywistość, przysłaniając ludziom jej prawdziwe oblicze.
  • Wzrost cen w okolicznościach ograniczonej dostępności skutkuje oszczędnym wykorzystywaniem tego co zostało i zachęca do organizowania dodatkowej podaży. Dokładnie takie działania potrzebne są po katastrofach naturalnych.

Fragment książki „52 mity o kapitalizmie” pod redakcją Lawrence’a Reeda.
Przekład: Krzysztof Zuber

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *