Przyczyną chaosu w służbie zdrowia jest monopol państwa w leczeniu, czyli brak konkurencji. Rodzi on atmosferę nieustannego chaosu, jak choćby obecny kryzys z tzw. refundacją leków.
Mimo iż najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji byłaby prywatyzacja służby zdrowia, nie wchodzi ona (jeszcze) w
rachubę. Jest nie na rękę biurokracji rządowej i medycznej, które z naszych składek żyją. To one tworzą polityczny mur nie do pokonania, strasząc obywateli, że bez NFZ pomrą jak muchy. Skoro więc prywatyzacja nie jest możliwa, spróbujmy
wprowadzić do służby zdrowia konkurencję; zastąpić jednego płatnika (ZUS), konkurującymi ze sobą firmami ubezpieczeniowymi.
Zamiast przesyłać obowiązkową składkę zdrowotną, pod przymusem, do ZUS, pozwólmy ludziom wybrać ubezpieczyciela i
niech on płaci za nasze leczenie. Pozbywamy się w ten sposób NFZ, przybliżając lekarza do pacjenta, a dzięki konkurencji (demonopolizacji) ograniczając marnotrawstwo naszej składki zdrowotnej. Firmy ubezpieczeniowe będą walczyć o klientów -
pacjentów, dbając o obniżenie składki i dobry serwis, gdyż w przeciwnym razie przejdziemy do ich konkurentów. Dzisiaj nie mamy alternatywy, więc ZUS/NFZ robi z nami co chce.
Jak w takich warunkach wyglądała lista leków refundowanych? Nie byłoby jej. Ubezpieczyciel uśredniłby, tak jak to jest
np. w USA, cenę leku płaconą przez pacjenta. Za leki prostsze – opłata wynosiłaby np. 30 zł, leki bardziej skomplikowane, 60 zł. i targował się z firmami farmaceutycznymi, gdyż im taniej kupi, tym więcej zarobi dla siebie.
Powyższy program jest możliwy do realizacji od zaraz, a przy odrobinie szczęścia, zyskałby nie tylko poparcie tzw. lewicy i
nieświadomej milczącej większości, lecz także rządu, który zdaje sobie sprawę z tego, że monopol służby zdrowia to korzyść na krótszą metę, która już niedługo zmieni się w odbezpieczony granat i wysadzi w powietrze każdą władzę. Potem, już spokojnie, bez chaosu możemy zacząć moloch prywatyzować.
Jan M Fijor (www.fijor.com)
.