Ekonomia i polityka

Eko­no­mia i polityka

Ludwig von Mises
Tłum.: Anna Brze­ziń­ska
War­szawa 2006
ISBN: 83 – 89812-20 – 7

Cena: łącz­nie z wysyłką 23 zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor

Mimo iż od czasu gdy wielki eko­no­mi­sta i filo­zof wygło­sił na uni­wer­sy­te­cie bueno­sa­ireń­skim te sześć wykła­dów, skła­da­ją­cych się na tę książkę minęło nie­mal pół wieku, ani jedno wygło­szone przez Niego zda­nie nie stra­ciło na zna­cze­niu czy aktu­al­no­ści. Nie jest to co prawda żadne odkry­cie, jed­na­ko­woż dla ama­tora, ska­żo­nego mitami eko­no­micz­nymi i igno­ran­cją, a tacy sta­no­wić będą naj­praw­do­po­dob­niej gros jej Czy­tel­ni­ków, ma to znaczenie.

W powszech­nej świa­do­mo­ści Pola­ków – zresztą nie jeste­śmy tu wcale odosob­nieni — utrwa­liło się prze­ko­na­nie, że eko­no­mia to jakaś „gra” zależna w zasa­dzie od umie­jęt­no­ści wła­dzy. Jeśli aku­rat zda­rzy nam się dobry, przy­zwo­ity i patrio­tyczny przy­wódca, gospo­darka roz­wija się, a ludzie żyją dostat­nio. Kiedy jed­nak mamy pecha i wódz jest marny, a w dodatku nie jest patriotą, albo co gor­sza nie wie­rzy w Boga, wów­czas gospo­darka pod­upada i jest kry­zys. W mnie­ma­niu prze­cięt­nego zja­da­cza chleba można sobie wybrać obo­wią­zu­jącą eko­no­mię, tak jak można sobie wybrać fason żakietu, sos do mięsa czy mate­rac na kanapę. Są i tacy, któ­rzy utrzy­mują, że nie­wy­dol­ność socja­li­zmu była skut­kiem prze­śla­du­ją­cego nas pecha. Tak jakby gdzie indziej socja­lizm świę­cił triumfy.

Andrzej Lep­per, Jaro­sław Kaczyń­ski, Ryszard Bugaj i wielu innych współ­cze­snych socja­li­stów uważa, że gospo­darka w wyda­niu libe­ral­nym, czyli wolna, jest rów­nie dobra, co gospo­darka socja­li­styczna, soc­li­be­ralna, a więc pod­dana ręcz­nemu ste­ro­wa­niu przez rząd i poli­ty­ków. Dla­czego aku­rat wybrali socja­lizm? Bo sys­tem ten – ich zda­niem — sprzyja ludziom bied­nym, któ­rych jest prze­cież więk­szość. (N.b. w socja­li­zmie bied­nymi są nie­mal wszy­scy oby­wa­tele.) Igno­ran­cja, brak wie­dzy to główny, choć nie jedyny powód, dla któ­rego poli­tycy upie­rają się. przy ręcz­nym ste­ro­wa­niu gospo­darką i pod­po­rząd­ko­wa­nia woli ludu, woli rządzących.

Część esta­bli­sh­mentu wła­dzy, może nawet więk­szość, naprawdę wie­rzy w to, że potra­fią lepiej pokie­ro­wać żywio­łem gospo­dar­czym, niż czyni to rynek, czyli my, kon­su­menci i pro­du­cenci. Inni, ci bar­dziej wyra­fi­no­wani i bar­dziej cyniczni, wie­dzą jed­nak, że choć dla oby­wa­teli kon­se­kwen­cje mani­pu­la­cji będą bole­sne, dla nich samych ozna­czają wła­dzę, intratne posady, pre­stiż, czyli sam miód. Poli­tyk, który odwa­żyłby się dora­dzić ludziom, aby sami zadbali o swoje zdro­wie i leczyli się za swoje wła­sne pie­nią­dze, byłby z jed­nej strony dobro­czyńcą narodu, z dru­giej jed­nak, samobójcą.

A prze­cież od inter­wen­cji pań­stwa czy upań­stwo­wie­nia służby zdro­wia wydat­ków na opiekę zdro­wotną oby­wa­teli nie przy­bywa, ba, wręcz ich ubywa, bo mono­pol pań­stwa jest słabo wydajny i bar­dzo roz­rzutny. Służba zdro­wia pozo­sta­wiona w rękach kon­su­men­tów i firm ubez­pie­cze­nio­wych byłaby tań­sza i zdrow­sza. Jeśli ktoś nie wie­rzy, niech spoj­rzy na kra­jo­braz ame­ry­kań­skich metro­po­lii; naj­wyż­szymi gma­chami Nowego Jorku, LA, czy Chi­cago są sie­dziby pry­wat­nych firm ubez­pie­cze­nio­wych. Nie dość, że służbę zdro­wia mają Ame­ry­ka­nie na naj­wyż­szym pozio­mie świa­to­wym, to na doda­tek na niej zara­biają. A my nie mamy na pen­sje dla lekarzy.

Takich przy­kła­dów jest wię­cej – podob­nie dzia­łają pań­stwowe poczty, pań­stwowe szkoły i przed­szkola, pań­stwowe kopal­nie, pań­stwowa tele­wi­zja etc.
Dla­czego poli­tycy na to idą? Dla­czego w Paryżu, Lon­dy­nie czy War­sza­wie nie sko­piują doświad­czeń ame­ry­kań­skich? Bo wów­czas ogromne kwoty pie­nię­dzy, prze­cho­dzące dzi­siaj przez ich ręce, pozo­sta­łyby do naszej dys­po­zy­cji, poza ich zasię­giem. N.b. ame­ry­kań­ska lewica pozaz­dro­ściła Euro­pej­czy­kom i od lat wal­czy o te pie­nią­dze, sta­ra­jąc się upań­stwo­wić służbę zdro­wia. Na szczę­ście, jak dotąd, bez­sku­tecz­nie.
Od lat wia­domo, że obni­że­nie prze­dzia­łów podat­ko­wych owo­cuje wzro­stem wolu­menu wpły­wów podat­ko­wych, mimo to poli­tycy wolą podatki pod­no­sić niż je obni­żać. Dla­czego? Prze­cież niż­sza stopa podat­kowa przy­nio­słaby pań­stwu (czyli im) wię­cej pie­nię­dzy! To prawda, ale niż­sza stopa podat­kowa to jed­no­cze­śnie wię­cej pie­nię­dzy w kie­szeni podat­nika. Podat­nik zamoż­niej­szy to dla poli­tyka zagro­że­nie. Taki podat­nik poli­tyka już nie potrze­buje. A nie­po­trzebny poli­tyk to poli­tyk bez­u­ży­teczny. Dla­tego więc, aby uza­sad­nić swoją nie­zbęd­ność, kon­fi­skuje nam pie­nią­dze na potrzeby, które są skut­kiem tej konfiskaty.

Żona idzie do pracy, żeby zaro­bić na poda­tek pła­cony przez męża, a ponie­waż w ten spo­sób jej dzieci pozo­stają bez opieki, pań­stwo (za część skon­fi­sko­wa­nych podat­ków) buduje żłobki i przed­szkola. To aber­ra­cja, któ­rej nad­rzęd­nym celem jest ogra­ni­cze­nie wol­no­ści. Dla­tego Ludwig von Mises tak wiele uwagi poświęca ludz­kiej wol­no­ści, uzna­jąc ją za cen­tralny punkt naszej ziem­skiej egzy­sten­cji i pod­kre­śla­jąc, iż jest ona nie tylko fun­da­men­tem, ale wręcz warun­kiem pro­spe­rity i szczęścia.

Wstep do Human Action, w pigułce. Istne cacko argu­men­ta­cji. Lek­tura dla każ­dego.
Na rok 2006 przy­pada 125 rocz­nica uro­dzin zna­nego pro­ta­go­ni­sty austriac­kiej szkoły eko­no­micz­nej. Z tej oka­zji wydaw­nic­two Fijor Publi­shing przy­go­to­wała nie lada gratkę, zbiór 6 wykła­dów ( Kapi­ta­lizm, Socja­lizm, Inter­wen­cjo­nizm, Infla­cja, Inwe­sty­cje zagra­niczne, Poli­tyka a idee) zapre­zen­to­wa­nych w 1959 roku argen­tyń­skiemu audytorium.

Obok Pla­no­wa­nego cha­osu, Men­tal­no­ści anty­ka­pi­ta­li­stycz­nej i Libe­ra­li­zmu w tra­dy­cji kla­sycz­nej jest to pozy­cja, od któ­rej można zacząć swoją przy­godę ze szkołą austriacką i myślą prof. Misesa. Przy­go­to­wu­jąc się na publi­ka­cję jego magnum opus, czyli Human Action (Ludz­kie dzia­ła­nie — prak­se­olo­gia), któ­rego wyda­nie pla­no­wane jest na rok 2007.

Nie­prze­jed­nany kry­tyk tota­li­ta­ry­zmów i sys­te­mów znie­wa­la­ją­cych swo­ich oby­wa­teli. Pięt­nu­jący uto­pijne zało­że­nia i sofi­zmaty eko­no­miczne decy­den­tów, obie­cu­ją­cych świe­tlaną przy­szłość wedle cen­tral­nie zapla­no­wa­nego pro­gramu i pod ich sta­łym nad­zo­rem. Ostrzega przed zagro­że­niem ze strony igno­ran­tów eko­no­micz­nych i eks­pe­ry­men­ta­to­rów spo­łecz­nych, wie­rzą­cych w nie­usta­jącą walkę klas, koniec cywi­li­za­cji, ban­kruc­two kapi­ta­li­zmu, a ratunku szu­ka­ją­cych w socja­li­zmie albo komu­ni­zmie – mniej lub bar­dziej zakamuflowanym.


Tak było i w Argen­ty­nie, żona pro­fe­sora, dzięki któ­rej zaan­ga­żo­wa­niu uka­zała się ta praca, pisała w swoim pamięt­niku My Years With Ludwig von Mises : Ktoś, kto w owych cza­sach, tak jak mój mąż, odwa­żył się kry­ty­ko­wać komu­nizm czy faszyzm, nara­żał się na wkro­cze­nie poli­cji, aresz­to­wa­nie i roz­pę­dze­nie spo­tka­nia.
I jak rela­cjo­nuje, słu­cha­cze, któ­rym obca była idea wol­nego rynku, rozu­mieli wykłady prof. Misesa. Prze­ko­ny­wali się do poglą­dów gło­szo­nych przez tego czło­wieka. Szkoda że całe spo­łe­czeń­stwo nie było tak pojętne, oszczę­dzi­łoby to Argen­ty­nie wielu tra­gicz­nych konsekwencji.


Autor w wykła­dach roz­pra­wia się z takimi mitami jak: rze­koma gor­sza sytu­acja robot­ni­ków na eta­pie roz­woju kapi­ta­li­zmu, niż przed jego roz­po­czę­ciem, obra­zem matek i dzieci, które były zmu­szane do pracy, jakby wcze­śniej żyło im się dostat­nio, posia­dały miej­sce zamiesz­ka­nia i przy­rzą­dzały obfite posiłki dla sie­bie i swo­ich dzieci, a te bez­tro­sko bawiły się z rówieśnikami.


Przy­ta­cza złote myśli Karola Marksa, któ­rych zgod­ność z rze­czy­wi­sto­ścią pozo­sta­wia wiele do życze­nia. I tak, ako­lici Marksa uwa­żali, że sta­tus robot­ni­ków nigdy nie będzie lep­szy. Opie­rali to na teo­rii żela­znego prawa płacy, tj. praca robot­nika w kapi­ta­li­zmie miała nie prze­kro­czyć sumy pozwa­la­ją­cej mu utrzy­mać się przy życiu w zamian za usługi świad­czone przed­się­bior­stwu. Dziecko robot­nika miało mieć jeden wybór, pójść w ślady ojca, żad­nych szans, żad­nych per­spek­tyw. Umy­sły her­me­tycz­nie odizo­lo­wane od rze­czy­wi­ści, nie potra­fiły dostrzec moż­li­wo­ści jakie daje kapitalizm.


Twier­dze­nie iż naj­lep­szy rząd to taki, który rzą­dzi naj­mniej — nie znaj­duje pokla­sku u autora. Wg niego pań­stwo winno chro­nić oby­wa­teli przed agre­so­rami wewnętrz­nymi i zewnętrz­nymi. Karać prze­stęp­ców i pil­no­wać, aby rynek spraw­nie funk­cjo­no­wał, żeby nie były łamane prze­pisy, podług któ­rych działa.


Omó­wio­nych zagad­nień jest dużo wię­cej, ale warto zwró­cić uwagę na jedną, istotną myśl, poja­wia­jącą się w jego pra­cach. Rze­czy­wi­sta wol­ność ma miej­sce tylko wtedy, gdy nie jest wyłącz­nie w uję­ciu stricte poli­tycz­nym, ode­rwana od wol­no­ści gospo­dar­czej. Ten zwią­zek jest istotny tak dla jed­nostki, jak i dla całej wspól­noty. Jeżeli nie ma tej kore­la­cji, nie ma praw­dzi­wej wolności.


A eli­cie rzą­dzą­cej, któ­rej w gło­wie tlą się jakieś pomy­sły na nacjo­na­li­za­cję, można zade­dy­ko­wać nastę­pu­jące słowa z prze­mó­wie­nia pre­miera Nehru: (…) Możemy obie­cać przed­się­bior­com, któ­rzy inwe­stują w naszym kraju, że nie wywłasz­czymy ani nie zna­cjo­na­li­zu­jemy ich firm przez dzie­sięć lat, może nawet dłużej.

Woj­ciech Łapiński

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*