Imperium Absurdu

Impe­rium absurdu

Jan M. Fijor
War­szawa 2003
ISBN: 83 – 907621-7-x

Cena: 26 (wysyłka gra­tis) zł


Pobierz plik wyso­kiej jakości

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew w wyso­ko­ści 26 zł pro­simy wysy­łać na konto:
73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na Fijorr

Wysyłka za zali­cze­niem pocz­to­wym kosz­tuje eks­tra 10 zł.
Dzię­ku­jemy za popie­ra­nie naszego wydawnictwa!

Impe­rium absurdu” – pod­su­mo­wa­nie sie­dem­na­stu lat pobytu autora w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Żywo napi­sana ana­liza zja­wisk, które zda­niem autora dopro­wa­dzić mogą do upadku Ame­ryki. Popraw­ność poli­tyczna, wszech­wła­dza adwo­ka­tów, dyk­ta­tura femi­ni­stek i oszo­ło­mów od ochrony śro­do­wi­ska – to tylko nie­które z absur­dów tar­ga­ją­cych współ­cze­sną Ame­ryką. Czyta sie jed­nym tchem.

21 grud­nia 1620 roku na statku „May­flo­wer”, jak głosi legenda przy­bili do wybrzeży Ame­ryki pierwsi euro­pej­scy osad­nicy. Było ich 120, z któ­rych pierw­szy rok prze­żyło 56. Tak jak Rzym ura­to­wały gęsi tak pierw­szych Piel­grzy­mów ura­to­wały indyki (stąd święto dzięk­czy­nie­nia). Wyru­szyli w poszu­ki­wa­niu wol­no­ści, przy­gody i swo­bód religijnych.

Ame­ryka przez Pola­ków postrze­gana była i jest jako impe­rium wol­no­ści i swo­ista Zie­mia Obie­cana. W latach 80-tych jak i dziś wielu naszych roda­ków szuka swo­jego szczę­ścia za oce­anem. Jed­nym z nich jest znany z naszych łamów publi­cy­sta Jan M. Fijor, autor książki „Impe­rium Absurdu”.

Sam jej tytuł, jak i okładka (uśmiech­nięta Sta­tua Wol­no­ści) wska­zują na nie­bez­pieczny kie­ru­nek, w jakim według autora podą­żają Stany Zjed­no­czone. Pisze więc: „Kil­ka­na­ście lat temu wyjeż­dża­łem ze znie­wo­lo­nej Pol­ski stanu wojen­nego do legen­dar­nej ojczy­zny wol­no­ści. Po latach sytu­acja się odwraca. Wra­cam do wol­nej Pol­ski z Ame­ryki stanu wojen­nego”. Jest to oczy­wi­ście jedy­nie tylko suge­stywne porów­na­nie, bowiem tej wol­no­ści jest jesz­cze znacz­nie wię­cej za oce­anem niż na Sta­rym Lądzie. Kie­ru­nek zmian jest jed­nak niepokojący.

Książka jest zbio­rem felie­to­nów Fijora, napi­sa­nych przy­stęp­nym i czy­tel­nym języ­kiem, uka­zu­ją­cych absurdy współ­cze­snej Ame­ryki. To prze­cież tutaj ame­ry­kań­scy nało­gowi pala­cze (w pro­ce­sach class action) dostają miliar­dowe odszko­do­wa­nia od firm tyto­nio­wych za to, że… no wła­śnie za co? To tu przy­grube kino­manki dostają milio­nowe rekom­pen­saty za brak ponad­prze­cięt­nie dużych miejsc sie­dzą­cych od wła­ści­cieli kin. To tu w końcu wła­my­wacz dostaje rentę od szkoły za to, że pod­czas kra­dzieży spadł z jej dachu, który nie speł­niał wymo­gów tech­nicz­nych itd.

Stany Zjed­no­czone stop­niowo odcho­dzą od ide­ałów swo­ich Ojców Zało­ży­cieli. Wol­no­ści oby­wa­tel­skie i święte prawo wła­sno­ści są nagmin­nie łamane. War­to­ści kon­sty­tu­cyjne w postaci IV Poprawki (nie­ty­kal­ność oso­bi­sta), czy II (do posia­da­nia broni) skła­dane są na ołta­rzu walki z ter­ro­ry­zmem (w postaci Patrio­tic Act) i roz­ro­stu apa­ratu pań­stwo­wego (120 tysięcy urzęd­ni­ków w nowym Mini­ster­stwie Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­nego). Wywo­łuje to sprze­ciwy orga­ni­za­cji bro­nią­cych praw oby­wa­tel­skich, liber­ta­riań­skich i sto­wa­rzy­szeń emi­gran­tów (szcze­gól­nie z kra­jów arabskich).

W zamy­śle Jef­fer­sona i innych twór­ców kon­sty­tu­cji Stany Zjed­no­czone miały być repu­bliką, a nie totalną demo­kra­cją. Dostrze­gli oni nie­bez­pie­czeń­stwo pla­toń­skiej „tyra­nii więk­szo­ści”. Dla­tego pod­stawą sta­bil­no­ści sys­temu miało być prawo, a nie więk­szość (czego świa­dec­twem są wybory pre­zy­denc­kie). Apa­rat pań­stwowy miał reali­zo­wać tylko co było konieczne dla dobra ogółu. Stany powstały jako pro­test wobec porządku panu­ją­cego w Euro­pie. Dziś coraz bar­dziej się do niej upodabniają.

Fijor roz­pra­wia się z obecną dziś na każ­dym kroku w USA tzw. poli­tyczną popraw­no­ścią (poli­ti­cal cor­rect­ness). Doty­czy ona wszyst­kich sfer życia. Stany są dziś jed­nym wiel­kim fron­tem walki ze źle pojętą dys­kry­mi­na­cją. Swoje prawa anty­dy­skry­mi­na­cyjne mają geje, les­bijki, nie­peł­no­sprawni, kobiety, dzieci, matki z dziec­kiem, Murzyni, Laty­nosi, cho­rzy na AIDS itd. A prze­cież zgod­nie z kon­sty­tu­cją oby­wa­tele są wobec prawa równi, co leży u jej fun­da­men­tów . Two­rzy to liczne kon­tro­wer­sje, w postaci pro­ce­sów o np. wyko­rzy­sty­wa­nie sek­su­alne kobiet w pracy (sek­si­stow­skie spoj­rze­nie szefa), czy pary­te­tów przy przyj­mo­wa­niu do niej. Autor w spo­sób humo­ry­styczny, a jest to gorzki humor opi­suje nie­które przy­padki. W ankie­cie, którą miał wypeł­nić, spo­tkał się kie­dyś z pyta­niem, jakiej płci jest jego żona!

Mno­że­nie prze­pi­sów i regu­la­cji owo­cuje roz­kwi­tem pro­fe­sji praw­ni­czej. Podobno w Tokio, liczą­cym 11 milio­nów miesz­kań­ców pra­cuje nie­spełna 2000 adwo­ka­tów, a na jed­nej tylko ulicy La Salle w Chi­cago jest ich 65.000! Oni to dla wła­snych inte­re­sów zaj­mują się two­rze­niem non­sen­sow­nych roz­wią­zań praw­nych. W tym Fijor upa­truje główną przy­czynę powol­nego upadku Ameryki.

Mocno kry­ty­ko­wana przez autora jest obecna poli­tyka pre­zy­denta Goerge W. Busha. Nie­po­koi przede wszyst­kim ogromny budżet (porów­ny­walny do cza­sów Zim­nej Wojny), któ­rego zwięk­szone wydatki muszą pokryć podat­nicy oraz utrzy­my­wa­nie w kraju stanu wyjąt­ko­wego, co wiąże się z nie­pew­no­ścią i łama­niem pod­sta­wo­wych wol­no­ści przez wszech­wła­dzę apa­ratu pań­stwo­wego. Może o to cho­dziło ibn Lade­nowi?
Jan M. Fijor nie jest wro­giem Ame­ryki, wręcz prze­ciw­nie. Uważa, że żaden kraj na świe­cie nie daje czło­wie­kowi takiej moż­li­wo­ści reali­za­cji jego marzeń jak wła­śnie USA. „Impe­rium Absurdu” jest sprze­ci­wem wobec końca takiej Ame­ryki jaką znamy. Ame­ryki wol­no­ści, kon­ser­wa­ty­zmu i kapi­ta­li­zmu.
Kon­rad Rajca (Sto­sunki Międzynarodowe)

Stan­dar­dem jest, żeby na początku wyra­zić się pozy­tyw­nie o przed­mio­cie recen­zji, nato­miast pod koniec, wytknąć błędy, względ­nie wyra­zić swoja opi­nię, inną niż autora publi­ka­cji. Od stan­dardu odbie­gał nie będę. Muszę przy­znać, iż czy­ta­nie tej książki było dla mnie ogromną przy­jem­no­ścią, z dru­giej strony roz­draż­niło mnie. Przy­jem­no­ścią było delek­to­wa­nie się jed­no­znacz­nym, kon­kret­nym, czę­sto szy­der­czym języ­kiem oraz świe­żym, zdro­wym spoj­rze­niem na sprawy doty­czące Sta­nów Zjed­no­czo­nych i ludzi tam żyją­cych. Roz­draż­niło zaś to, że miesz­ka­jąc w USA, w tym samym cza­sie, co autor, byłem bier­nym świad­kiem rze­czy­wi­sto­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej na wzór, Matrixa, nie robiąc nic, żeby się z niej wyzwo­lić.
Książka ta, poru­szyła moje sumie­nie. Mam pre­ten­sje do sie­bie o to, że doj­ście do wnio­sku, że „Ame­ri­can Dream” nie jest dla mnie w USA, zajęło mi zbyt wiele lat.
Pato­lo­gie i wyna­tu­rze­nia, o któ­rych piszesz, były inter­pre­to­wane, głów­nie przez soc­li­be­ra­łów, jako zdrowy roz­wój cywi­li­za­cji zachod­niej.
Życie ze świa­do­mo­ścią, że kraj cheł­piący się naj­więk­szą demo­kra­cją na świe­cie, staje się zakład­ni­kiem pew­nej grupy inte­resu, było wege­ta­cją.
Podzie­lam zda­nie autora, że obecna wol­ność w USA, nie jest tą wol­no­ścią, która pozwo­liła zbu­do­wać pań­stwo prawa, pań­stwo sza­nu­jące każ­dego czło­wieka, pań­stwo o moral­no­ści wyni­ka­ją­cej głów­nie z korzeni chrze­ści­jań­skich, ale przy­ja­znej wszyst­kim innym reli­giom.
Odwrót USA od swo­ich tra­dy­cyj­nych zasad, który ma miej­sce od dłuż­szego czasu, a który nabrał tępa po 11 wrze­śnia 2001 roku, nie służy ani oby­wa­te­lom Sta­nów Zjed­no­czo­nych ani reszty świata.
Sza­nowny Jasiu, zga­dzam się z ogromną więk­szo­ścią tego, co napi­sa­łeś. Nato­miast mam wąt­pli­wo­ści, co do kilku Two­ich spo­strze­żeń.
W czę­ści zaty­tu­ło­wa­nej „Bur­mistrz, czyli spo­sób na ban­dzio­rów” zapo­mnia­łeś dodać, że wyraźna poprawa bez­pie­czeń­stwa w NY City wzięła się z powo­ła­nia przez Giu­lia­niego około 100,000 tyś nowych poli­cjan­tów oraz przy­zwo­le­nia im na to, żeby naj­pierw strze­lali, a póź­niej zada­wali pytania.(kilka razy prze­gięli pałę np. kiedy w odbyt nie­win­nego emi­granta z Haiti wsa­dzili kij do prze­czysz­cza­cza muszli klo­ze­to­wej, były też inne wpadki.)
W czę­ści „ Wróg nr 1”, mam wrażenie,że prze­sad­nie wyol­brzy­miasz zakaz uży­wa­nia tele­fo­nów komór­ko­wych w cza­sie jazdy samo­cho­dem, jako zamach na demo­kra­cje. Jeź­dzi­łem ok. 250 mil dzien­nie, głów­nie w NY City, NJ i muszę przy­znać, że ludzie roz­ma­wia­jący przez tele­fon w cza­sie jazdy, dopro­wa­dzali mnie do szew­skiej pasji. Z kro­nik poli­cyj­nych wiem, że byli oni pro­wo­ka­to­rami wielu wypad­ków, a w czę­ści, sami uczest­ni­czyli.
Naj­więk­szy dyle­mat mam z czę­ścią zaty­tu­ło­waną „Wszyst­kie chwyty dozwo­lone?”. Tą sprawę śle­dzi­łem wyjąt­kowo dokład­nie. Powo­łu­jesz się na IV poprawkę do kon­sty­tu­cji USA, no i dobrze. Inter­pre­ta­cja prawa bez odnie­sie­nia do etyki, moral­no­ści, wraż­li­wo­ści czy też zdro­wego roz­sądku, pro­wa­dzi do pato­lo­gii tak za oce­anem jak i przed oce­anem. Gene­ral­nie duża część książki jest temu poświę­cona. Sta­wia­nie sprawy tak, że wła­ści­ciele sieci „Ford Lion Super­mar­ket „ , to dzia­ła­jący zgod­nie z pra­wem kapi­ta­li­ści, a pra­cow­nicy to „komu­ni­ści z OPZZ” to lekki „odjazd”. Sprawa jest pro­sta, firma sprze­daje nie­świeże pro­dukty jako świeże. Jest to oszu­stwo. Ludzie, któ­rzy wykryli i sfil­mo­wali ten pro­ce­der, dostar­czają pro­ku­ra­tu­rze dowody. Jeśli jest to prawdą, to karę musi ponieść firma.
Tłu­ma­cze­nie, że ludzie mają kupo­wać na węch nie tra­fia do mojego prze­ko­na­nia choćby dla tego, że cho­ruję na zatoki i od 25 lat żad­nych zapa­chów nie czuję.
Reau­mu­jąc, „ Impe­rium absurdu” to fajna ksiazka i pole­cam ją wszyst­kim moim zna­jo­mym. Cie­szę się bar­dzo, że mam tyle wspól­nych zdań, z doświad­cze­nia wiem, że należy być ostroż­nym w robie­niu uogól­nień. Kłam­stwa i uto­pijne wizje soc­li­be­ra­łów sprze­dają się łatwo, a prawda to lisetk figowy do mani­pu­lo­wa­nia łatwo­wier­nymi masami.
„ Impe­rium absurdu” przy­po­mina mi moją samot­ność i roz­terki na emi­gra­cji. Jest też kuran­tem, który przy­po­mina mi jak i gdzie szu­ka­łem Ziemi Obie­ca­nej. Sza­nowny Jasiu Fijo­rze, bar­dzo dzię­kuję za świetną lek­turę. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na nowe książki.
Sta­ni­sław Kos­sa­kow­ski
Olsz­tyn, 9 sierp­nia 2005 roku.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email